Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich – Anna Kowalczyk

Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich – Anna Kowalczyk

Jak podkreśla sama autorka, „Brakująca połowa dziejów” to jedynie wstęp do bardzo obszernego tematu historii kobiet na polskim ziemiach. Napisane w ciekawy sposób informacje zdecydowanie poszerzają horyzonty i sprawiają, że chce się wiedzieć jeszcze więcej. Pomimo tego, że większość z nich jest dość dobrze znana, pojawiały się też takie, którymi byłam dość mocno zaskoczona.

Książka podzielona jest na kilka niedługich rozdziałów.  Na początku dowiadujemy się więcej o pierwszych kobietach na podstawie licznych badaniach archeologicznych. Kolejne podrozdziały opowiadają między innymi o działalności kobiet w zakresie religii, edukacji, pracy czy sztuki. Nie została tu pominięta również rola kobiet w czasie wojny. Najbardziej zainteresowała mnie część opowiadająca o prawach kobiet, ich walki o równouprawnienie i jaki miała wpływ na nasze obecne życie.

Autorka słusznie zauważa, że obecnie możliwość podjęcia przez kobiety studiów, czy znalezienie pracy na szczeblach kierowniczych nie robi już na nas takiego wrażenia jak kiedyś. To dla nas coś całkowicie normalnego. Widać więc, że na przestrzeni ostatnich 100 lat naprawdę dużo się zmieniło. Pamiętajmy jednak o tym, że nawet teraz w tym temacie i tak jest jeszcze wiele do zrobienia. Świetnie obrazuje to fragment zawarty w książce:

Przyjaciółka Romana Dmowskiego Maria Niklewiczowa tak streszczała poglądy przywódcy endecji na kwestię kobiecą:

[…] Pan Roman nie był nieprzyjacielem kobiet, był tylko przeciwny ich politycznej i naukowej działalności. Twierdził, że umysłowość kobiet jest zupełnie inna, niż umysłowość mężczyzn, że absurdem jest, aby uniwersytet był dostępny dla młodzieży obojga płci, że anomalią jest praca zarobkowa kobiet.

Bardzo dobrym krokiem było podjęcie tematu edukacji w polskich szkołach i to, w jaki sposób przedstawione są kobiety w podręcznikach do nauki historii. O ile oczywiście pojawia się już jakaś wzmianka na temat zasług kobiet, najczęściej jest ona podana w miałkiej i bezbarwnej formie.

Nawet charyzmatyczne, pełnokrwiste bohaterki, posiadające skomplikowane życie prywatne i publiczne, są ukazane jednowymiarowo, wyidealizowane do granic absurdu, odarte z osobowości, temperamentu, rozterek i w ogóle wszelkich ludzkich cech, które pomogłyby się z nimi zidentyfikować. Każdy, kto zna burzliwe życiorysy i niepokorne charaktery Marii Konopnickiej czy Elizy Orzeszkowej, musi przyznać, że szkolny walec potrafi rozjechać najciekawszą nawet postać na płaski i mdły naleśnik.

Na wzmiankę zasługuje też sposób wydania książki. Ilustracje Marty Frej świetnie dopełniają całokształt pracy. W trakcie czytania nie mogłam się powstrzymać przed podzieleniem się z Wami jedną z takich ilustracji, która bardzo mi się spodobała (link).

Autorka kilkukrotnie wspomina, że chętnie podjęłaby temat w bardziej szczegółowy sposób, jednak planowana objętość książki niestety jej na to nie pozwala. Wielka szkoda, bo rzeczywiście liczyłam na szczegóły i większą ilość informacji. Marzeniem byłoby, gdyby „Brakująca połowa dziejów” miała, powiedzmy, 500 stron. Myślę, że dla autorki też równałoby się to z większymi możliwościami przekazywania informacji. Nie da się tu jednak dyskutować z poczytnością; więcej osób sięgnie po książkę, która mieści się w magicznej granicy 300 stron. Dla mnie oczywiście takich publikacji nigdy za wiele, mogę mieć więc nadzieję, że za niedługo będziemy mogli przeczytać kolejną część.

Ocena: