Dlaczego przestałam obserwować bookstagrammerów?

Piękne zdjęcia książek ze świeczkami, szyszkami, gorącą herbatą i kocykiem. W opisie pod zdjęciem informacja, że „książka jest super, jeszcze jej nie przeczytałam, ale koniecznie kupujcie”. Nie ma co ukrywać – ludzie po prostu lubią ładne rzeczy, ja też. Co jednak sprawiło, że tak idealnie wystylizowane zdjęcia raz na zawsze zniknęły z mojego Instagrama?

Potrzebowałam trzech miesięcy, czyli dokładnie tyle, ile prowadzę bloga, żeby zdać sobie sprawę, jakim narzędziem ma być dla mnie Instagram. W listopadzie, gdy utworzyłam własną stronę z automatu pomyślałam, że do szczęścia brakuje mi jeszcze Fanpage’a i konta na Instagramie z ogromną ilością książek – niech wyświetla mi się ich jak najwięcej, chętnie przygarnę jakieś polecajki. Tak jak FB sprawdził się idealnie, tak przez ostatni czas miałam ogromny problem z bookstagramem. Zdjęcia piękne, aż chciało się zaglądać na te wszystkie konta książkowe, ale ja wrzucałam treści jakby mniej. Niby dlaczego? Przecież jednym z głównych założeń było to, żeby dać o sobie znać. Hej Instagramie! Przybyłam z nową stroną o książkach. Może was to trochę zainteresuje.

Sporo nowych osób zaczęło mnie obserwować, ale mimo tego osiągnęłam efekt odwrotny od zamierzonego. Bo nie byłoby żadnego problemu gdyby nie fakt, że po tych trzech miesiącach, ja najzwyczajniej w świecie poczułam się tą treścią przytłoczona. Naprawdę można przeczytać 10 książek tygodniowo? Czy osoba z tego konta naprawdę poleca mi te wszystkie książki, czy może dopiero je kupiła/dostała? Z opisu bardzo trudno było to wywnioskować, a ja poczułam się zagubiona.

Ogromnie cenię konta książkowe, która wpływają na mnie pozytywnie – sprawiają, że naprawdę chcę sięgnąć po jakiś tytuł, nawet jeśli to nie jest gatunek, z którym najbardziej mi po drodze – czuję się zaintrygowana i chcę podzielić się swoją opinią na ten temat. Wygląda jednak na to, że osiągnięcie tego jest o wiele trudniejsze niż stworzenie Instagrama z ogromną liczbą followersów i idealnymi zdjęciami książek. Żeby projekt się udał – trzeba być szczerym w tym co się robi. Ile razy złapałam się na tym, że w opisie pod zdjęciem pojawiła się informacja, że „książka jest super, jeszcze jej nie przeczytałam, ale koniecznie kupujcie”. To z jakiego powodu powinnam po nią sięgnąć? Zdjęcie książki to nie wszystko, zwłaszcza dla ludzi, którzy szukają treści – a wierzcie mi, tych jest naprawdę całkiem sporo.

Ktoś może mi teraz powiedzieć, że skoro szukam treści, to powinnam odinstalować Instagrama i powiedzieć mu raz na zawsze do widzenia, bo tam treści na pewno nie uświadczę. I z tym też mogłabym się zgodzić, ale tylko połowicznie, bo pod tymi wszystkimi kontami bookstagramowymi znalazłam 3-4 takie, które są dla mnie bardzo wartościowe. Okazuje się, że można prowadzić Instagrama, być przy tym szczerym i spełniać się w tym co się robi. Eureka! Trzy czy cztery konta to bardzo niewiele, sprawiły one jednak, że ani myślę o usuwaniu Instagrama. Przecież ja też tam wrzucam treści i polecam Wam książki. Marzę jedynie o tym, że osiągnę kiedyś ten stan zen i moje konto stanie się jednym z tych, które opisałam Wam powyżej.

Chcę też od razu wyjaśnić, że prowadzenie Instagrama dla ładnych zdjęć nie jest złe. Przecież o to właśnie chodzi w tej aplikacji – żeby zdjęcia podobały się większej grupie ludzi. Ten tekst powstał jednak dlatego, że chciałam się z Wami podzielić trochę innym punktem widzenia i informacją, że nie każdy może odbierać te treści tak jak robi to większość ludzi.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie poleciła Wam tych kilku kont, które obecnie obserwuję. Sporo dobrej, sprawdzonej treści – mogę w ciemno sięgać po polecane przez te osoby książki – Wiola Myszkowska (booking.around), Rafał HetmanLiteracka Kavka. Niewiele? Obiecuję, że jeśli będę mogła Wam tak w stu procentach polecić jakieś konto, zrobię to:)

Jestem ciekawa co Wy myślicie o tej stronie Instragama. Obserwujecie konta książkowe? Macie jakieś swoje ulubione, godne polecenia? Koniecznie dajcie znać!

Ocena:

MOŻE CI SIĘ SPODOBAĆ