Kobold – Radka Denemarková

Dwie części i żadna z nich nie jest ani początkiem, ani końcem. Zaczęłam czytać od tej „O wodzie” i tak naprawdę jedyną wskazówką było dla mnie ułożenie grzbietu w wydaniu sugerujące, że to jest właśnie jej początek. Boli mnie ta książka. Ta historia. Niewiarygodne, że komuś naprawdę udało się opisać w taki sposób siłę przemocy, miłości i uzależnienia. 

Na Targach Książki w Krakowie przy stoisku Książkowych Klimatów usłyszałam, że książkę Radki Denemarkovej można zacząć czytać w dowolny sposób. Albo od części „O wodzie” albo „O ogniu”, choć ta decyzja wpływa na odbiór całej książki. Co ciekawe, w listopadowym numerze miesięcznika Nowe Książki można przeczytać znakomity wywiad z autorką, która przybliża nam historie zawarte w tej książce.

Wspomniała ona też o tym, jak na jednej z uczelni podzielono studentów na dwie grupy. Każda z nich zaczęła czytać książkę od innej części. Okazało się, że obie grupy zupełnie inaczej odebrały to, co chciała przekazać autorka. Ten eksperyment ostatecznie pokazał, że nie ma i nigdy nie będzie jednej prawidłowej odpowiedzi na pytania, które autorka stawia w swojej opowieści.

W części „O wodzie” poznajemy Michaela Kobolda, który staje się uosobieniem władzy, potęgi i przemocy. To mężczyzna, który dla świata wydaje się być miłym, uczynnym i serdecznym człowiekiem, jednak dla swojej żony Helli przybiera surową i okrutną postać. Kobieta jest tu stawiana w roli, w której nikt nie chciałby się znaleźć, staje się uosobieniem fizycznego uzależnienia i miłości tak ogromnej, że ostatecznie nie pozwala wykonać żadnego ruchu.

„Szepczę o tym wszystkim w rzece. Zanurzone ręce składają się jak do modlitwy. Minuty sparaliżowane strachem. Lęk, którego nie da się wypowiedzieć.
Nie ma znaczenia, który to rok ani kto rządzi krajem. Miarą naszego czasu jest Kobold.(…)”

Ich związek jest burzliwy, pełny siły fizycznej i duchowej. Wokół tej historii autorka stworzyła również historię nieco odleglejszą, bo świata, w którym przyszło żyć bohaterom. Świat ten ma ogromny wpływ na ich czyny, na to jakie decyzje podejmują i w jaki sposób próbują się przystosować do panujących zasad.

Część „O ogniu” to z kolei losy nieślubnego dziecka Kobolda, Justyny. Mama dziewięciorga dzieci, która jedyne z czym nie jest w stanie sobie poradzić to z panującym systemem, uprzedzeniami i rządzącymi światem skrajnościami. To bardziej duszna i na swój sposób cięższa część od poprzedniej. Niezwykle boli to, co dzieje się z młodą kobietą po tym, jak umiera jej mąż. Niesprawiedliwość, której możemy się tylko przypatrywać, zdając sobie sprawę, że równie dobrze po tej drugiej stronie, naprzeciw Justyny moglibyśmy być my.

Historia, do której wraca się przede wszystkim po to, aby po raz kolejny poczuć jej ciężar. „Kobold” skłania do myślenia, nie jest to na pewno książka z kategorii tych, które się przeczyta i po prostu odstawi na półkę. Minęły już prawie dwa tygodnie od kiedy skończyłam ją czytać, a ta przez cały czas nieustannie do mnie wraca.

Wielopokoleniowa historia rodziny, która łączy się w jedną całość. Dwie części, które z pozoru wydają się nie mieć ze sobą żadnego powiązania, pod koniec ostatecznie splatają się w jedną całość. To, w jaki sposób odbierzemy „Kobolda” zależy tylko od nas, od tego co najbardziej poruszy nas w napisanej przez Radkę Denemarkovą powieści.

Facebook
Instagram