Książkowe podsumowanie stycznia

Książkowe podsumowanie stycznia

Mamy dziś 18 lutego, a więc to idealny czas na książkowe podsumowanie stycznia. W styczniu działo się dużo, szybko i tak też wygląda mój stos przeczytanych książek. Dawno nie przeczytałam tylu dobrych historii w tak krótkim czasie.

Jakiś tydzień temu pojawił się podcast o tej tematyce. Opowiadam w nim o książkach, które przeczytałam, o tym, jakie wrażenie na mnie wywarły i czy ostatecznie warto po nie sięgać. Jeśli ktoś jest zainteresowany przesłuchaniem, zapraszam tutaj:

 

Podsumowanie stycznia

Rok rozpoczęłam z „Piękną rupieciarnią” Bohumila Hrabala. Wiedziałam, że to będzie dobra książka, nie sądziłam jednak, że aż tak przypadnie mi do gustu. Idąc za ciosem wypożyczyłam z biblioteki trzy książki Hrabala, których nie miałam okazji wcześniej przeczytać (mam co nadrabiać!) i tym oto sposobem skończyłam również „Czułego Barbarzyńcę”. Nie będę recenzować tych książek – Hrabala można uwielbiać, można nie znosić jego twórczości, ja to całkowicie rozumiem. Pozostawiam zatem szersze pole do dyskusji:)

Książkowe podsumowanie stycznia

Książkowe podsumowanie stycznia

 

Kolejną przeczytaną przeze mnie książką była „Corvina, czyli książka o krukach” Petra Rákosa. Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Amaltea z piękną pocztówką (obiecuję, że zrobię zdjęcie i jeszcze je tu wstawię). Krótka forma, autor stworzył groteskę, którą czyta się wprost niedowierzając. Historia o krukach, która tak naprawdę jest historią o ludziach, o naszych słabościach, bolączkach i trudach życia. Życia szarego, monotonnego, w którym raz od czasu zdarzy się jakiś gwałtowny przebłysk.

Najbardziej w tego typu książkach uwielbiam, to, że autor nie narzuca nam swojego toku myślenia. Każdy może odebrać te historie jak chce, dopasować do siebie lub całkowicie im zaprzeczyć i biec dalej. Świetna. Myślę, że rozpiszę się na jej temat więcej w recenzji, która za niedługo z pewnością pojawi się na blogu.

Książkowe podsumowanie stycznia

O „Z Nowym Jorkiem na NY” Magdaleny Muszyńskiej-Chafitz rozpisywałam się w tekście całkowicie przeznaczonym tej książce. Ta książka to idealny wstęp do podróży do Nowego Jorku, albo dopełnienie tego, co już wcześniej się widziało. Czytając ją naprawdę można się zakochać w tym miejscu. Tak. Oficjalnie – zachwalałam przewodnik, chociaż nigdy nie byłam fanką tego typu literatury.

Lars Berge napisał reportaż o bezpośrednim, jednoznacznym tytule „Dobry Wilk. Tragedia w szwedzkim zoo”. Zaczynając czytać tę książkę, byłam przekonana, że autor krok po kroku będzie rekonstruował tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w jednym zoo, w którym pracownica została zaatakowa i zabita przez wilki. Po tytule wydaje się być to oczywiste. Ta książka jest jednak czymś więcej, Lars Berge zagłębia się w naszą historię – ludzi, którzy za cel obrali sobie sprawowanie władzy nad zwierzętami.

To, w jaki sposób traktowane są zwierzęta w zoo, jak to się dzieje, że trafiają do takich miejsc i w konsekwencji, jak zachowują się w zamknięciu pozwala nam choć trochę zrozumieć, gdzie popełniliśmy błąd. Bardzo dobry, świetnie wyważony reportaż. Z czystym sumieniem mogę Wam go polecić.

Ah, co to była za książka! „Wady snu” Radki Denemarkovej trafiły do mnie tak bardzo, że mam ochotę non stop o niej opowiadać i ją polecać. W odróżnieniu od „Kobolda”, „Wady snu” nie są powieścią ale dramatem. Tę książkę można cytować stronami. Dialogi pomiędzy kobietami przecinają powietrze jak najostrzejsze noże. Sprawiają ból, rozśmieszają, skłaniają do przewartościowania pewnych rzeczy, które z pozoru wydawały się najistotniejsze, a w konsekwencji okazuje się, że tak właściwie nie jest.  Ostatecznie, jak już porządnie się przyjrzymy, każda z bohaterek skrywa podobny ból i ostatecznie dochodzi do podobnych wniosków.

Na „Wadach snu” czeska literatura w styczniu się u mnie nie skończyła. Pozostał jeszcze „Drobiazg. Miłość w czasach genetyki” Markéty Baňkovej. Historia młodego studenta, który nie postrzega świata jako pewną całość, ale widzi go jako drobne cząsteczki, które nawet nie łączą się ze sobą. Każdego człowieka widzi jako zbiór kodu DNA i RNA, stara się przy tym wpłynąć na otaczającą go rzeczywistość. A miłość? Miłość to tylko chemiczny wytwór mózgu. Markéta Baňková potrafi naprawdę świetnie pisać – fantastyczna książka, pełna humoru i prawd o życiu.

Miesiąc zakończyłam z reportażami Jacka Hołuba. Jako pierwsze przeczytałam „Niegrzeczne. Historia dzieci z ADHD, autyzmem i zespolem Aspergera”, natomiast zaraz po tej książce, sięgnęłam po „Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci”. Dawno nie czytałam reportażu, w którym autor w tak subtelny i nieoceniający sposób podchodziłby do tak trudnego tematu. Niewiedza jest najgorsza. Wytłumaczenie kwestii ADHD i autyzmu jest kluczem do tego, aby zaakceptować odmienność.

 

Najlepsza muzyka do czytania i pisania

W podsumowaniu stycznia musiała też znaleźć się muzyka, którą odkryłam w zeszłym miesiącu i dla mnie jest ona absolutnie idealna do pisania (zwłaszcza!) i do czytania. Uwielbiam. Jeśli piszę recenzje to tylko z tą muzyką w słuchawkach 🙂

 

Photo by freddie marriage on Unsplash