Relacja z Targów Książki w Krakowie 2019!

Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy już po zakończeniu Targów Książki było to, że Targi tworzą naprawdę wspaniali ludzie! Ilość fantastycznych rozmów i usłyszanych anegdot przerosła moje najśmielsze oczekiwania. A przy okazji przywiozłam ze sobą jeszcze kilka całkiem ciekawych książek.

Targów Książki wyczekiwałam tak naprawdę już od dwóch, trzech miesięcy. Wiedziałam, że muszę tam pojechać, choć ostatni raz zapamiętał tak, że nie mogłam swobodnie się poruszać po hali i sprawdzać co ciekawego oferują konkretne wydawnictwa. Ostatecznie wyglądało to tak, że stałam przez kilka minut w jednym miejscu, bo nie mogłam się ruszyć przez napływający tłum.

W tym roku wyglądało to zupełnie inaczej. Trochę śmiejąc się z siebie i wyolbrzymiając zeszłoroczne Targi Książki wiedziałam, że w tym roku muszę dać z siebie wszystko, żeby dotrzeć do wszystkich wydawnictw, które zapisałam na swojej liście. A uwierzcie mi, było ich naprawdę sporo.

I nagle coś się zmieniło! W tym roku obecność na Targach Książki to była, żeby nie przesadzić, bajka. Tak, dotarłam do wszystkich stoisk, do których chciałam. Tak, kupiłam wszystko, co sobie zaplanowałam, a przy okazji poznałam też wspaniałych ludzi.

Ale może od początku. Z tego typu wypadów zawsze przywoziłam ze sobą stos reportaży i może jedną, maksymalnie dwie powieści. W tym roku moje plany wyglądały zupełnie inaczej i ostatecznie przywiozłam ze sobą sześć powieści – cztery czeskie i dwie młodzieżówki.

Literatura czeska jest mi bardzo bliska, dlatego nie mogłam nie wrócić z „Drobiazgiem” Markéty Baňkovej od wydawnictwa „Dowody na Istnienie”, „Haną” Aleny Mornštajnovej i „Najlepiej dla wszystkich” Petry Soukupovej. Premiera tych powieści odbyła się właśnie na Targach.

A co z czwartą powieścią czeską? To był zakup zupełnie niekontrolowany. Do stanowiska Książkowych Klimatów podeszłam tylko po to, żeby sprawdzić co też ciekawego wystawiło w tym roku wydawnictwo. Gdy zobaczyłam „Kobold” Radki Denemarkovej od razu stwierdziłam, że zapytam „u źródła” o co tak naprawdę chodzi z tą powieścią. Dlaczego ma dwie części, jedna zaczyna się od pierwszej strony, a druga od ostatniej i dlaczego nigdzie nie ma informacji jak powinno się ją czytać. Pan, którego zapytałam opowiedział mi kilka ciekawych historii na temat tej książki i na temat badań, które zrobiono na jednej z uczelni, na której pewna grupa studentów zaczęła czytać książkę od „pierwszej” części, a kolejna grupa od „drugiej”. Teraz to już musiałam wziąć tę książkę ze sobą.

Przyszedł też czas na młodzieżówki. „Gdyby ocean nosił Twoje imię” Tahereh Mafi z polecenia Karoliny, Come Book i „Gdzie noc skrzy się lodem” Lisy Lueddecke z polecenia Wioli, booking.around. Tym razem to też nie był zakup kontrolowany. Nawet lista nie pomogła, ale niczego nie żałuję.

Pan częstujący cukierkami, który wpadł na krótką pogawędkę o tym, czy kupuję książki z „Dowodów na Istnienie”, historia o Radce Denemarkovej, przemiła Pani z wydawnictwa Amaltea, która rozmawiała ze mną o grupie „Niszowi” na facebooku (którą swoją drogą bardzo Wam polecam) i Pani z wydawnictwa Afera, która była tak sympatyczna, że aż nie chciało mi się stamtąd odchodzić. Muszę też wspomnieć o wspólnie tworzonej księdze z gratulacjami dla Olgi Tokarczuk za otrzymanie Nagrody Nobla! Świetna inicjatywa!

Czy wrócę jeszcze na Targi do Krakowa? Z pewnością! Atmosfera Targów jest niesamowita, liczba spotkań, paneli, rozmów, książek i ludzi kochających literaturę jest przeogromna. Teraz czas na Warszawskie Targi, które odbędą się w maju przyszłego roku. To co, widzimy się? 🙂

 

Facebook
Instagram