Testamenty Margaret Atwwod

Testamenty – Margaret Atwood + recenzja YT

„Testamenty” Margaret Atwood to jedna z najgłośniejszych powieści 2019 roku. Niedawno miała swoją premierę również w Polsce. Jak przyjęto powieść osadzoną w świecie Opowieści Podręcznej? Okazuje się, że jej czytaniu towarzyszą różne, często bardzo skrajne emocje.

 

„Testamenty” opisują wydarzenia, które mają miejsce 15 lat po tym wydarzeniach z „Opowieści podręcznej”. Tamte wątki nie są kontynuowane, Margaret Atwood zdecydowała się jednak kilka razy wspomnieć o wydarzeniach, które możemy kojarzyć z jej poprzedniej książki. Jeśli kogoś interesują szczegółowe losy Podręcznych, to niestety się rozczarują. W tej książce Podręczne są tylko tłem całej akcji, którą przyjdzie nam obserwować.

Historia z trzech perspektyw

Łącznikiem tych dwóch książek jest Ciotka Lidia, którą poznaliśmy już wcześniej. W „Testamentach” postać ta przyjmuje jednak zupełnie inny charakter, nie jest już tylko osobą trzecią, która podejmuje pewne decyzje mające wpływ na główne postaci, bo teraz to ona jest jedną z narratorek całej historii – możemy spojrzeć na Gilead z jej perspektywy, poznać jej historię i ostateczne działania. To był dla mnie pierwszy moment, w którym pojawia się mały zgrzyt.

Testamenty Margaret Atwwod

Ciotka Lidia w końcu zabiera głos, jest w stanie przedstawić nam swój punkt widzenia, swoje motywacje i to, co tkwiło głęboko w niej przez ostatnie kilkanaście lat. To duży pozytyw. Notatki tej bohaterki mają jednak dość specyficzny wydźwięk, momentami można mieć wrażenie, że jest to swojego rodzaju próba wzbudzenia choć minimalnego współczucia – historia przecież bardzo dobrze zna przypadki, w których ofiara stała się katem.

W tym przypadku coś jednak nie pasuje. Gdy Lidia już od kilkunastu lat prowokuje egzekucje, szkoli i torturuje Podręczne, jednym słowem – jest jedną z najgroźniejszych i najbardziej brutalnych postaci – opowiada nam historię brudnych toalet i nieprzyjemnych warunków tuż po rozpoczęciu tego wszystkiego. I tutaj wracamy do punktu wyjścia: jeśli nie będziemy łączyć tych dwóch książek, a Ciotka Lidia będzie po prostu tą konkretną ciotką z „Testamentów”, to może się okazać, że sama historia nawet nie jest taka zła.

Poza Ciotką Lidią mamy jeszcze dwie bohaterki, które stają się również narratorkami opowieści. Jest Agnes, która jedyne życie jakie zna, to to w Gileadzie uznając go za pewnik. Los sprawia (a raczej jej szczere chęci), że zamiast otrzymania statusu zamężnej kobiety, trafia pod opiekę Ciotek i to tam doprowadza do znaczących przemian. Trzecią narratorką jest dziewczyna, która żyje w Kanadzie, w świecie, który znamy bardzo dobrze i biernie przygląda się wiadomościom w telewizji na temat sytuacji w Gileadzie.

„Testamenty” inne niż „Opowieść podręcznej”

Po „Opowieści podręcznej” można było nastawiać się na grozę, tajemnicę i powoli płynącą fabułę, która doprowadzi nas do ważnego momentu dla całej historii. Niech nikogo to nie zmyli, bo ta książka, to coś zupełnie innego. „Testamenty” to książka, która składa się z całej masy intryg. Akcja gna przed siebie i co chwila dostarcza nam zwroty akcji, które momentami są tak abstrakcyjne, że czytelnik może łapać się za głowę. W niektórych przypadkach jest to nawet wskazane.

Przyjmuję argument czerpania z popkultury, natomiast niektóry twisty są żywcem wyjęte z filmów bardzo dobrze nam znanych. Znacie to uczucie, gdy przez 5 sezonów jakiegoś serialu poznajecie bohatera, który jest synem szanowanego człowieka, a później, akurat w ostatnim odcinku okazuje się, że ten oto człowiek poznaje swojego prawdziwego ojca, który jest na przykład ogrodnikiem? Albo mafiosem? Twisty w tej książce momentami są równie zaskakujące. Główny wątek jest bardzo prosty i przewidywalny. Bez trudu można odkryć, kto w tej grze jest kim i jak ostatecznie potoczy się historia. Nie wiemy jednak jakich środków użyją nasze postaci, aby osiągnąć cel.

„Testamenty” Margaret Atwood bardzo aktualne

Pisząc tę recenzję dobry tydzień po przeczytaniu książki jeszcze raz z ciekawości przeczytałam notę wydawniczą. Zauważyłam, że, O ZGROZO, w nocie jest konkretny błąd dotyczący jednej z naszych postaci. Nagrywając film na YT przeczytałam tę notę i nawet tego nie zauważyłam. Sprawdziłam, w nocie od wydawcy wersji oryginalnej ten mimo wszystko ogromny błąd się nie pojawia. Czy ktoś z Was jeszcze to zauważył? Dajcie znać.

Jedna z końcowych scen, czyli podróż pontonem jest jedną z najlepszych scen w całej książce. To właśnie w takich momentach można dostrzec Atwood wplatającą do swoich historii wątki, które dotknęły nas w realnym świecie. Czy „Testamenty” są potrzebne? I tak i nie. Margaret Atwood porusza szereg tematów, które obecnie stają się coraz ważniejsze: prawa kobiet, ogólne prawa człowieka, to, w jaki sposób zbudowany jest system i jaką ma on nad nami kontrolę.

To niezaprzeczalnie ogromna zaleta powieści autorki. Myślę jednak, że „Testamenty” mogły być historią, która jeszcze bardziej przybliżyłaby nas do dyskusji na temat zmian i tego co ma po nich nastąpić. Zamiast tego dostajemy ciekawą ale naiwną opowieść, z dobrymi momentami i wyjątkowym tłem stworzonym już w „Opowieści podręcznej”.

Ocena: