Bóg nie jest automatem do kawy
Literatura czeska,  Literatura faktu

Bóg nie jest automatem do kawy – Markéta Zahradníková

„Bóg nie jest automatem do kawy” to jedna z tych publikacji, którą przeczytać może absolutnie każdy i przy okazji nie będzie ona przyprawiać co dwa słowa o ciarki żenady, a o to, trzeba przyznać na podstawie ostatnich kilku lat, nie jest wcale tak trudno.

Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy osoba sięgająca po tę książkę jest wierząca lub niewierząca, czy utożsamia się z kościołem lub może jest zupełnie odwrotnie. W tej książce nie chodzi bowiem o nawracanie, przedstawianie kościoła katolickiego w jak najlepszym świetle, a już tym bardziej nie chodzi tu o tworzenie laurki, która umówmy się, byłaby groteskową próbą udowodnienia…no właśnie, czego?

Takie rzeczy na pewno nie ze Zbigniewem Czendlikiem. Autorka zadaje serię łatwych pytań przeplatanych tymi, które część z nas na pewno chciałaby zadać popularnemu księdzu. Nie da się ukryć, że spora część tej książki to próba ubrania w słowa życia Czendlika. Tego, w jaki sposób z Polski powędrował już jako ksiądz do Czech i jak wygląda jego kariera wśród ludzi, których tradycja nauczyła celebrować wiarę w zupełnie inny sposób. Czy wątek Czendlika jest ciekawy? Być może. Zdecydowanie bardziej niż część anegdot, które wydaje się, że przez pomyłkę znalazły się w tej książce.

Do plusów tej rozmowy można zaliczyć również próbę odczarowywania wizji wyższości księży nad innymi ludźmi, która zwłaszcza w polskim społeczeństwie jest ogromna. Sama instytucja kościoła zostaje w dość jasny sposób przywołana w tej rozmowie, co daje dość klarowny obraz, jak na całą tę sprawę patrzy Czendlik.

Było o zaletach to teraz podyskutujmy trochę o wadach, bo te też dość licznie pojawiły się w tej książce. Nie wiedzieć skąd przyszła moda na wszechwiedzę. Ktoś zadaje Ci pytanie o opinię na dany temat? Oczywiście, że musisz mieć swoje zdanie! Jak żyć w świecie, w którym przepływ informacji jest ogromny (i przy okazji dezinformacja też, ale o tym pewnie będzie inny tekst) i nie mieć własnego zdania? No nie może być! Czendlik wpadł w pułapkę wszystkowiedzenia i wypowiadania się na tematy, na które nie ma żadnego pojęcia.

Szczególnie zapadła mi w pamięć anegdota Czendlika na temat spowiedzi pewnej kobiety. Ta poskarżyła się, że mąż nie zwraca na nią uwagi, stara się jak może, ale to nic nie pomaga. Ksiądz szybko odpowiedział, że nie dziwi się mężowi i może kobieta pomyślałaby o zadbaniu o siebie. Może jakiś fryzjer? Ciężko skomentować te żenujące momenty w książce, nawet jeśli chodziło tylko o to, żeby było śmiesznie. Nie było. Koniec historii.

Podobnie sprawa się ma z wyjaśnieniami Czendlika, jakie są różnice między kobietą, a mężczyzną. Jak wygląda ich życie, co powinni zmienić itd. Argument, że ksiądz słyszy wiele historii i na tej podstawie czerpie wiedzę nie mógł być bardziej nietrafiony. Uwaga, a gdyby tak powiedzieć, że na jakiś temat nie ma się wystarczającej wiedzy? Albo po prostu, gdy ktoś przychodzi się wyżalić, jak ta kobieta w konfesjonale, to może warto taką osobę najzwyczajniej w świecie wysłuchać? Skąd w ludziach pojawiła się chęć tłumaczenia wszystkiego i doradzania na siłę „bo tak trzeba”. Skąd to? Ta książka powoduje napływ jeszcze większej liczby pytań, niż w rzeczywistości na nie odpowiada.

Co by było, gdyby ksiądz w takiej sytuacji odesłał tę nieszczęsną kobietę do osoby, która rzeczywiście mogłaby pomóc. Która ma odpowiednie kwalifikacje właśnie po to, żeby nie kończyć tematu żenująco niskolotnym stwierdzeniem „idź do fryzjera”. Czy taka zmiana myślenia mogłaby coś zmienić? Możemy przypuszczać, że są na to szanse.

Pomimo wielu zalet i wielu wad to jedna z tych książek, która wbrew pozorom nie wywołuje skrajnych emocji. Bóg przedstawiony jest w niej jako coś oczywistego, co dość szybko ulatnia się po przeczytaniu całego wywiadu. To dobry ruch. Nie ma nic złego w tym, że ktoś opowiada o swojej wierze w taki właśnie sposób, aby szanować osobę po drugiej stronie, która może mieć odmienne poglądy na dany temat.

Ocena: