Okołoksiążkowe

Czytasz? Spróbuj czegoś nie wiedzieć

Dziś chcę Wam opowiedzieć o kilku sytuacjach, które przydarzyły mi się w związku z tym, że zaczęłam prowadzić bloga o książkach. Od listopada przynajmniej kilka osób postanowiło sprawdzić moją wiedzę, czy aby te książki na pewno coś wnoszą do mojego życia. Czytasz? No pięknie, to spróbuj czegoś nie wiedzieć!

Założenie bloga było jedną z najlepszych decyzji, jaką podjęłam w ubiegłym roku. W końcu stworzyłam dla siebie miejsce w tym ogromnym internecie, w którym bez ograniczeń mogę dzielić się z Wami opiniami na temat książek. Plan był (i cały czas jest) taki, że Blog o Książkach nie będzie tylko stroną z recenzjami. Chciałabym pisać więcej luźniejszych tekstów, a ten będzie jednym z nich.

Wyobraźcie sobie sytuację, w której rozmawiacie z kimś na jakiś konkretny temat, by w kolejnej sekundzie usłyszeć: „a Ty to prowadzisz tego bloga o książkach, nie? No dobra, a jaki jest synonim do słowa nowelka? No wiesz, tak, żeby się rymowało do życie, życie jest nowelą?”.

Praca, godziny popołudniowe, nawet się nie zastanowiłam, wymijająco odpowiedziałam coś na temat słownika synonimów. Dowiedziałam się za to, że to test i byłam już drugą osobą, która nie odpowiedziała na to pytanie. I te książki to tak nie do końca wzbogacają słownictwo. Tyle lat propagowania czytelnictwa, dofinansowania dla bibliotek i festiwali literackich, a wyszło, że to jakiś ogromny spisek! Przez jedną nowelkę.

A to są moje ulubione sytuacje. „Czytasz? Ee, to nie masz życia.” Zdarzyło mi się przeczytać takie komentarze w sieci, raz nawet usłyszałam coś takiego bezpośrednio, jako, powiedzmy, żartobliwy komentarz. Najlepszym przykładem będzie #readlist2018pl (w tym roku #readlist2019pl) na Twitterze. Pod koniec 2018 roku konto o tej samej nazwie udostępniło ranking osób, które w trakcie całego roku przeczytały najwięcej książek, oznaczając tweety tym właśnie hashtagiem.

Komentarze były wisienką na torcie. „Jak można przeczytać 100 książek w ciągu roku? Ci ludzie to życia nie mają”. No mają, ale decydują się, że swój wolny czas poświęcą czytaniu. Tak po prostu. Chcesz każdą wolną minutę spędzać w kinie? Proszę bardzo! Chcesz chodzić na siłownię? Śmiało! Chcesz w wolnym czasie nie robić nic? Masz do tego pełne prawo. Niech każdy przeznacza swój czas na to, na co sam chce. Nie mam pojęcia skąd wzięło się przekonanie, że każdy może sobie rościć prawo do zabierania głosu w każdej możliwej sprawie. Swoją drogą, ten temat nadaje się na osobny wpis, więcej o tym pewnie później.

Tworzę bloga o książkach, a nie przeczytałam <tu wpisz dowolny tytuł książki>? Pierwszą odpowiedzią na Instagramie pod moim wpisem o tym, że czytam po raz pierwszy tytuł, który jest uznawany za klasykę było: „Coooo”. Ktoś inny napisał mi, że się nie dziwi, że mój wpis wzbudził tyle emocji. A ja się dziwię. Nawet pisząc o książkach, publikując recenzje, nie jestem w stanie przeczytać wszystkich tytułów. Często piszę i zachęcam do tego, żeby sięgać nie tylko po nowości, ale też po klasykę. A wiecie dlaczego? Bo ja cały czas tę klasykę nadrabiam. Nie zapowiada się też, abym w najbliższym czasie przeczytała wszystkie znane całemu światu książki. Dam znać za kilkadziesiąt lat, czy jednak mi się to udało 😉

Z kolei ta sytuacja, odwrotna do poprzednich, miała miejsce jeszcze przed powstaniem bloga, choć moi znajomi z pracy już wtedy wiedzieli, że uwielbiam czytać i bardzo często rozmawialiśmy na ten temat. Praca, biurko obok biurka, nowy kolega chciał zagadać do nowej znajomej. Czytałam wtedy „Solaris” Lema i prawie wzięłam tę książkę ze sobą do pracy. Kolega na widok książki krzyknął, że on bardzo dobrze ją zna! Na moje pytanie, czy czytał, odpowiedział, że nie, ale do niedawna pracował w Empiku i kojarzy okładkę! Jeszcze długo razem się z tego śmialiśmy, więc uspokajam, nie było ofiar.

Zdecydowanie częściej (zwłaszcza w ciągu ostatnich 2-3 miesięcy) zdarzały mi się sytuacje, w których ktoś pytał mnie o to, co warto czytać, gdzie kupować książki itd. To są momenty, które najbardziej mnie cieszą i sprawiają, że jeszcze bardziej chce mi się pisać i wrzucać teksty na bloga. Nie statystyki, ale właśnie to, że wiele osób odzywa się do mnie z prośbą o polecajki. To daje największą motywację do działania.

A czy Wam przydarzyły się kiedykolwiek takie sytuacje, niekoniecznie związane z książkami? Dajcie znać!

Ocena: