Feminist Fight Club. Jak przetrwać w seksistowskim miejscu pracy
Literatura faktu

Feminist Fight Club. Jak przetrwać w seksistowskim miejscu pracy – Jessica Bennett

Po reportażu Jona Krakauera „Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim” uwierzyłam w siłę literatury poruszającej tematy równości społecznej, niesprawiedliwości i sprzeciwu wobec patriarchatu. Fakt, że pojawiła się ona na polskim rynku w trakcie akcji społecznej #meetoo tylko wzmocniła jej wydźwięk. Tuż po tej lekturze przeczytałam też teksty Rebeki Solnit „Mężczyźni objaśniają mi świat”, które były dla mnie świetnym zbiorem i wstępem do literatury i działalności feministycznej.


Po pewnym czasie musiałam przyznać, że miałam szczęście na początku trafiać na te bardziej wartościowe pozycje, które na pewno mogą pozytywnie wpłynąć na czytelnika. Przeczytałam jednak też takie, które robią więcej szkody niż pożytku. Tak jest właśnie z dość znanym poradnikiem „Feminist Fight Club. Jak przetrwać w seksistowskim miejscu pracy” Jessiki Bennett.

Autorka w  jednym z rozdziałów pisze o tym, w jaki sposób kobieta powinna dostosować się do pracy w biurze z mężczyznami. To, że powinna wykonywać dwa razy więcej obowiązków niż mężczyzna, tylko po to żeby zostać tak samo oceniona, to pewnie już norma. Wątpliwości wzbudza jednak pewien quiz, który kobiety mogą sobie rozwiązać, aby poczuć się lepiej w ich otoczeniu. Bo skoro praca z mężczyznami to pewnie i dużo piłki nożnej (bo kobiety to pewnie nie oglądają meczów), a żebyśmy nie wyszły na istoty, które nic nie wiedzą, warto sprawdzić co to jest spalony, pole karne albo blokowanie.

Jedno z przykładowych pytań z quizu „Czy znasz żargon sportowy?”:

Przekazać pałeczkę:

A. Oddać kurierowi przesyłkę zapakowaną w tubę.

B. Kiedy pytasz kogoś, czy chce twixa, i słyszysz odpowiedź twierdzącą.

C. Skończyć coś, tak by kolejna osoba mogła to łatwo po tobie przejąć.

I jeszcze jedno:

Zrobić zamieszanie pod bramką:

A. Odsunąć komuś krzesło, kiedy właśnie zamierza na nim usiąść.

B. Zmienić określony cel projektu w chwili, gdy ten już właśnie zaczął.

C. Poprzekładać koleżance rzeczy na biurku, gdy jest na urlopie.

Naprawdę? Czy właśnie takie „publikacje” nie sprawiają, że sami brniemy dalej w krzywdzące uproszczenia i stereotypy na temat mężczyzn i kobiet? Czy kobieta nie może znać się na sporcie? Skąd taki wniosek u autorki, bo chyba nie z prawdziwego życia, w którym na szczęście te granice powoli zaczynają się zacierać? Przeglądając ten pseudo test miałam cichą nadzieję, że autorka za chwilę napisze „żartowałam, nie oceniajmy innych ludzi przez pryzmat nas samych, bo to krzywdzące”. Niestety niczego takiego się nie doczekałam.

Kolejny poruszony w tej książce temat, który przy okazji podnosi ciśnienie, to metody, które pozwolą uniknąć kobietom wypełniania obowiązków, które nie należą do ich codziennej pracy. Przykład: parzenie kawy dla pracownika płci męskiej. Autorka zaleca, aby w takiej sytuacji uprzejmie odpowiedzieć, że chętnie byśmy tę kawę zrobiły, gdybyśmy tylko wiedziały jak. Że też wcześniej na to nie wpadłyśmy! Podobny schemat możemy przyjąć w sytuacji, gdy ktoś prosi nas o skserowanie dokumentów. Tu już posłużę się wyjątkowym cytatem:

Ekwiwalent do wykorzystania w sytuacji z kserokopiarką: „Biorąc pod uwagę, ile razy już popsułam ksero, może lepiej żebym się do niego nie dotykała.”

Pomijając składnię, takie zachowanie sprawia, że kobiety oceniane są jako mniej kompetentne niż są w rzeczywistości. Mam zrobić trzem kolegom z pracy kawę? Jeśli nie należy to do moich obowiązków albo nie chcę/nie mam ochoty tego robić to po prostu mówię nie. Dlaczego tak bardzo mam umniejszać swoim możliwościom? W jaki sposób mam wierzyć w siebie, skoro na prośbę o skserowanie dokumentów mam odpowiadać, że tego nie potrafię? A to wszystko tylko dlatego, że słowo „nie” sprawi, że prawdopodobnie będę uchodzić za mniej sympatyczną.

Feminist Fight Club. Jak przetrwać w seksistowskim miejscu pracy

Ten poradnik stał się dla mnie dobrą lekcją i częściowo pomógł mi poukładać w głowie temat równości płci. Feminist Fight Club to idealny przykład na to, że nie wszystko co zostało opakowane w ładne pudełko o nazwie „feminizm” jest zgodne z tą ideologią i jej wartościami. Książka jest momentami krzywdząca, popadająca w stereotypy, z którymi tak naprawdę powinniśmy walczyć, a nie przyklaskiwać.

Oczywiście to nie jest tak, że ta książka jest okrutnie zła. Są rozdziały, które są godne polecenia – warto zapoznać się z innym punktem widzenia na tematy pracy, płacy, seksizmu, który objawia się nawet w częstszym przerywaniu kobietom. Więcej jednak przemawia za tym, aby sięgnąć po inną książkę, która również porusza ten temat. Na rynku pojawia się coraz więcej tekstów i reportaży, które bazują na dużej ilości materiałów źródłowych. Na początek warto zwrócić uwagę na pracę Jona Krakauera czy Rebeki Solnit, o których pisałam na początku. Reportaże ważne, skłaniające do myślenia. Są to publikacje, o których powinno być głośno, i które każdy powinien przeczytać. O „Feminist Fight Club” proponuję jak najszybciej zapomnieć.

Ocena: