Jezioro Bianca bellova
Literatura czeska,  Recenzje

Jezioro – Bianca Bellová

„Jezioro” w przekładzie Anny Radwan-Żbikowskiej miało swoją polską premierę w październiku 2018 roku. Po dwóch latach sprawdziłam, czy książka Bianki Bellovej słusznie otrzymała Nagrodę Literacką Unii Europejskiej w 2017 roku i najważniejszą czeską nagrodę Magnesia Litera.


Głównym bohaterem „Jeziora” jest Nami, chłopiec żyjący w niewielkiej wiosce rybackiej wraz z babcią i dziadkiem, dla którego codzienność zdecydowanie różni się od naszej. Jaka jest główna różnica? Taka, że obecnie społeczeństwo wyłącznie kalkuluje, jak będzie wyglądać Ziemia, jeśli nie zaczniemy robić nic, aby ją ocalić. Nami żyje już w świecie, w którym to wszystko dzieje się na jego oczach.

Tytułowe Jezioro wysycha. Wiele lat wcześniej zostało skażone, a zły Duch żyjący w tym miejscu gniewa się na ludzi. O życiu mieszkańców można rozprawiać miesiącami. Zanieczyszczone powietrze, ciągle utrzymująca się niepokojąca wysypka na ciele i śmierć, która przychodzi tak niespodziewanie, że tylko sama osoba zainteresowana jest w stanie ją dostrzec. Co najciekawsze, świat ten, który jest tłem dla opowieści Namiego, staje się również głównym bohaterem całej historii.

Bianca Bellová przedstawiła świat, który powinien nas przerażać. Powinien on już teraz wywoływać w nas najbardziej niepokojące emocje. A jednak przyglądamy się temu z daleka, jakby zza mgły. Jakby ten temat nas w ogóle nie dotyczył. Nie przypominam sobie, aby w ostatnich kilku latach jakikolwiek autor lub autorka, w tak naturalny, nieprzerażający sposób opisywał świat, który powoli dobiega końca. Co najciekawsze, w rzeczywistości, w której żyje Nami, absolutnie nikogo to nie dziwi.

Wiemy, że wioska Boros, w której żyje nasz bohater wcale nie jest tak zapomniana, jak mogłoby się wydawać. W wyniku konfliktu Rosjanie przejmują metr po metrze, a rodzimi mieszkańcy są wysiedlani. W wyniku pewnych wydarzeń Nami zostaje zupełnie sam i od tego właśnie momentu jego życie z każdą kolejną decyzją zaczyna się zmieniać.

To co w tej książce uwiera niemal od samego początku, to właśnie podejmowane decyzje. Zmiany kształtują bohatera, choć nie ma on na nie żadnego wpływu. Nami na przestrzeni całej opowiedzianej historii podejmuje świadomą decyzję tylko raz – wtedy, gdy jest już pewnym siebie nastolatkiem, który dobrze wie, jak powinien w danej sytuacji postąpić. Od momentu, gdy zostaje sam, wszystko to, co dzieje się w jego życiu, wydarza się przez przypadek, albo ktoś inny pcha go w tę, a nie w inną stronę. To też jest czas na przemyślenie. Ile decyzji w naszym życiu podejmujemy świadomie, a na ile nie mieliśmy żadnego wpływu. Jeśli się nad tym głębiej zastanowimy, możemy dojść do bardzo niepokojących wniosków.

Nikt nie ma stuprocentowej kontroli nad swoim życiem. Część decyzji podejmowana jest za nas, nawet wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że nikt z zewnątrz nie wpłynął na nasz wybór. Życie Namiego przeplatane brutalnymi wydarzeniami jest pewnego rodzaju odpowiedzą na nasze lęki i frustracje. A może jednak daje jakąś nadzieję? Może właśnie ta jedna decyzja na dziesięć wcześniejszych ma największy wpływ na kształtowanie nas samych.

Porozmawiajmy o Duchu, który według legend przekazywanych przez mieszkańców wioski żyje w wysychającym już Jeziorze. To właśnie on ma pełnię władzy nad życiem nie tak małej grupy ludzi. Duch gniewa się na ludzi, oczekuje ofiary i właśnie w taki sposób mieszkańcy tłumaczą swoje, czasem straszne i okrutne, decyzje. Lincz, zabójstwo z premedytacją, albo skazanie na śmierć osoby starszej, która niewiele już może zrobić dla społeczności. Motyw Ducha, to kolejny element powieści Bellovej, który ma na celu tłumaczenie poczynań mieszkańców i nie brania pełnej odpowiedzialności za swoje czyny.

Po przeczytaniu „Jeziora” można mieć wrażenie, że jest w niej najzwyczajniej w świecie za mało oburzenia. Jak to? Tyle ludzi i ani jedna osoba nie wykrzyczała tego, co na pewno każdy z nas chciałby powiedzieć? Paradoksalnie jest to największa siła tej historii. Przedstawienie upadku w taki sposób, aby wydawało się, że nie ma już czego ratować, żeby po chwili zobaczyć tę niewielką, delikatnie tlącą się nadzieję. Zupełnie nie tego spodziewałam się po książce Bellovej. Miałam swoje wyobrażenie o tej książce, które (całe szczęście) diametralnie różni się od tego, co ostatecznie przedstawiła nam autorka.

Trafna, dosadna i szczera historia, którą stworzyła autorka przypomina pewnego rodzaju koniec świata. Albo bardziej koniec moralności i jakichkolwiek zasad społecznych. Tutaj nikt się nie buntuje, wszystko „dzieje się samo” i nikomu nawet nie przychodzi do głowy, aby oburzyć się na chociaż jedną podaną do publicznej wiadomości kwestię. Zakończenie książki daje jednak nadzieję. Niewielką, ale to zawsze jakiś początek większych zmian. Niekoniecznie mowa tu o zmianach na skalę wielkiej społeczności. Przeważnie chodzi tutaj o zmianę, która zaczyna stopniowo pojawiać się w jednym małym umyśle. Dostrzegamy to wraz z głównym bohaterem, który podejmuje kolejną i kolejną decyzję.

Zachwyt nad książką Bellovej u mnie nie maleje. W październiku premierę będzie miała kolejna powieść autorki zatytułowana „Mona” , która zostanie wydana przez Wydawnictwo Afera. Jak pisze sam wydawca „po międzynarodowym sukcesie „Jeziora” Bianca Bellová powraca z nową powieścią, by znów umiejscowić swoich bohaterów w niedookreślonym czasie i przestrzeni, w świecie tajemniczym, nienazwanym, choć nasuwającym wiele realnych skojarzeń.” Zaintrygowani?

Ocena: