Wtedy w Loszoncu Peter Balko
Literatura słowacka,  Recenzje

Wtedy w Loszoncu – Peter Balko

„Wtedy w Loszoncu” Petra Balko to historia przyjaźni, miłości i próby poradzenia sobie z trudnym okresem dorastania przeplatana wydarzeniami historycznymi i społecznymi. Tak można byłoby zdefiniować tę książkę, jednak taka recenzja byłaby niekompletna, bo jest ona czymś o wiele większym.

„Wtedy w Loszoncu” rozpoczyna się od listu, który Lewiatan wysyła do swojego przyjaciela Kapii. Już na tym etapie dowiadujemy się, jak ogromna przyjaźń łączy tych dwóch chłopców. Z tego krótkiego listu łatwo można wywnioskować, że wydarzyło się w ich życiu coś, co sprawiło, że zostali rozdzieleni. Co takiego się wydarzyło? Tego dowiadujemy się trochę później, ale wbrew pozorom, nie to jest tutaj najważniejsze.

Historia życia przy granicy słowacko-węgierskiej

Peter Balko bardzo swobodnie i bez zbędnego patosu pisze w swojej książce właśnie o codziennym życiu i trudnym etapie wkraczania w dorosłość. To co z pewnością wyróżnia jego pracę to plastyczny język. Serie porównań i humor, który nie jest przesadzony, a sprawia, że tę historię odbiera się jeszcze dosadniej, to coś z czym będziemy mieli do czynienia od pierwszej do ostatniej strony.

 

Kiedy miałem pięć lat, dziadek nauczył mnie pisać. Strząsnął ze starej gruszy owoce na palenkę i powiedział, że ludzie robią wszystko, byle nie zapomnieć. Jedni fotografują, inni piją, jeszcze inni rysują kreski na framugach, a ja, najmłodszy z rodziny, mam pisać. O sobie i o innych. Dziadek da mi zeszyt, a kiedy go zapełnię, dostanę nowy. Odnajduję swój styl, odnajdę swoje zdania.

Wtedy w Loszoncu Peter Balko

Główny bohater uczy się przelewać swoje myśli na papier i sprawiać, aby inni czuli przez słowa to, co on odczuwa w danej chwili. To zadanie z pewnością nie należy do najłatwiejszych, ostatecznie jednak dostrzegamy i cicho się przyglądamy tym małym sukcesom.

„Wtedy w Loszoncu” to również historia życia tuż przy granicy słowacko-węgierskiej. O tym jak bardzo różniło się ono od tego w samym środku kraju i jak bardzo wpłynęło to na postrzeganie mieszkańców tego ukrytego miejsca dowiadujemy się bezpośrednio od mieszkańców. Wydarzenia historyczne przeplatają się tutaj z codziennością i zwykłymi, ludzkimi problemami. Można mieć wrażenie, że ta książka jest tak naprawdę zbiorem pewnych opowiadań, które łączą historię w kompletną całość.

Z humorem i bez patosu

Nie jest to na pewno książka łatwa, przyjemna, którą można przeczytać w ciągu kilku godzin. Historie napisane przez Petra Balko uwierają i sprawiają, że w trakcie czytania musimy przepracować wiele różnych emocji. O ile na początku  nie do końca wiadomo, w którą stronę autor będzie chciał zmierzać w swojej powieści, o tyle po przeczytaniu ostatnich stron ma się pewność, że to historia, która celowo zawiera chaos, a jest to najzwyczajniejszy chaos życia naszych bohaterów, czyli taki, z którym przychodzi zmierzyć się każdemu człowiekowi. Autor wyraźnie bawi się słowem. W humorze i gawędziarskim stylu kryją się elementy, które z tej książki wyciągają cały obraz ludzkiego życia. Taki jaki rzeczywiście jest. Bez upiększeń.

Ocena: