żółte oczy prowadzą do domu
Literatura czeska

Żółte oczy prowadzą do domu – Markéta Pilátová

Odkrywanie literatury czeskiej na blogu trwa w najlepsze. Tym razem wybór padł na „Żółte oczy prowadzą do domu” Markéty Pilátovej, czyli historii czterech kobiet, którym przyszło się zmierzyć z szeregiem trudnych do przepracowania emocji i wspomnień.


Marta i Lena to córki czeskich emigrantów z São Paulo, które w dorosłym życiu postanawiają wrócić do swojej ojczyzny, znanej jedynie z rodzinnych opowiadań. Ta decyzja stała się dla kobiet początkiem nowego etapu z dala od dusznej i parnej Brazylii, która przez kilkanaście ostatnich lat nie była w stanie przynieść żadnej ulgi.

żółte oczy prowadzą do domu

Dwie młode kobiety po powrocie do ojczyzny poznają Maruszkę. Starsza kobieta postanawia opowiedzieć im historię swojego życia, która na początku wydaje się być po prostu historią niespełnionej miłości. Z każdym wypowiedzianym zdaniem dowiadują się jednak coraz więcej na temat Jaromira. Mężczyzny, który niemal całe swoje życie spędził w zupełnie obcym miejscu, z nadzieją otrzymania kolejnej wiadomości.

Z listów, które czytamy łatwo można wywnioskować, że mężczyzna również musiał zmierzyć się z bólem, samotnością i pewnego rodzaju tęsknotą. Dla Jaromira wymiana listów z Maruszką staje się jedyną możliwością kontaktu z dawnym życiem. Pomimo tego, że przebywając na emigracji założył własną rodzinę, w dalszym ciągu nie może uwolnić się od myśli, że w miejscu oddalonym o kilka tysięcy kilometrów pozostawił część samego siebie. Trudna i niebezpieczna myśl wbrew pozorom przez cały ten czas utrzymywała go przy życiu.

żółte oczy prowadzą do domu

Jest jeszcze Luiza, żona Jaromira. Bohaterka, która zyskała najwięcej, choć jest postacią drugoplanową i tłem dla całej powieści. Postać z krwi i kości, która podejmuje ważne decyzje nie zastanawiając się nad tym, czy można i czy wypada. Ogromnie żałuję, że autorka nie rozwinęła tej postaci. Większość rozdziałów pisanych z perspektywy Luizy opisują działania i myśli Jaromira lub po prostu trudy życia w Brazylii. Wielka szkoda.

To nie jest łatwa opowieść. Prawdą jest, że czyta się ją szybko, jednak poruszany temat już taki łatwy nie jest. Autorka opisuje trudy życia na emigracji, zarówno z perspektywy osób, które pamiętają swoją ojczyznę, jednak z powodu przemian politycznych musiały ją opuścić, jak i tych, dla których Czechosłowacja to tylko odległe państwo, znane jedynie z rodzinnych opowieści. Autorka w świetny sposób uchwyciła sedno takiego życia. Ból i tęsknota za ojczyzną oddaloną o tysiące kilometrów nie pozwala cieszyć się pełnią życia.

W tej powieści nikt nie zadaje żadnych pytań. Historia toczy się własnym, spokojnym rytmem. Jest też w niej całkiem sporo tajemnicy. Czy czegoś się dowiadujemy? Bez pytań nie ma przecież żadnych odpowiedzi. Na początku można mieć wrażenie, że obie bohaterki – Marta i Lena – są do siebie aż nazbyt podobne. Wprowadziło to nieco chaosu do samej powieści, trudno było połapać się w tym, jaka łączy ich relacja i co tak naprawdę stara się nam przekazać autorka. Żadna z tych postaci, przynajmniej na początku, nie posiada cech, które odróżniałyby je od innych bohaterów. Dopiero w momencie, gdy pojawiają się kolejne dwie bohaterki – Maruszka i Luiza – cała opowieść nabiera większego sensu.

Jedno jest pewne: tę powieść można było poprowadzić nieco inaczej. Niedokończone wątki i brak rozwinięcia najważniejszych (i najciekawszych) postaci to dwa kluczowe elementy, które zapamiętuje się po przeczytaniu książki. Oczywiście ważna tematyka sprawiła, że na pewno zainteresuję się Markétą Pilátovą (wkrótce premierę będzie miała jej nowa powieść). „Żółte oczy prowadzą do domu” pozostawia jednak uczucie lekkiego niedosytu.

 

Ocena: